RSS
środa, 12 maja 2010
Ciepłe plecki

Pewnego, późnego wieczoru synek siedział już gotowy do snu w swoim łóżeczku, ale że miał niejaki kłopot z zaśnięciem, to za pozwoleniem Tusia i Musi układał sobie jeszcze klocki lego. Oboje rodzice również już leżeli w swoim łóżku w odzieżowej konfiguracji „do snu”, kiedy nagle usłyszeli głos syna:

sobota, 08 maja 2010
Prima Aprilis i jego konsekwencje…

W dniu, w którym rokrocznie Druś celebruje swoje urodziny, świętuje również dwóch znanych i wielce cenionych komików. Sam Synek już od dawna przejawiał nieprzeciętne poczucie humoru, a swoim perlistym śmiechem potrafił rozładować każdą, choćby najbardziej napiętą sytuację. Jeszcze nie potrafił chodzić, a już rozsiewał śmiech po całym domu. Nawet pierwsze, maszynowe strzyżenie włosów, w wieku trochę ponad dwóch lat, odbyło się w niezwykle wesołej atmosferze, gdy tymczasem inne dzieci z reguły głośno się przy tym awanturują i płaczą. A historia opisywana kilka rozdziałów wcześniej, kiedy to synek świadomie wprowadził rodziców w błąd?

czwartek, 29 kwietnia 2010
Nie-dobra-nocka

W zasadzie można było się domyślać, że historia ukrzyżowania Jezusa zrobi wielkie wrażenie na Synku. Jednak ani Tuś, ani Musia nie byli przygotowani na to, że wrażenie będzie aż tak wielkie. Dotychczasowe święta Druś przeżywał w błogiej nieświadomości historii, która odbywała się niemal dwa tysiące lat wcześniej. Jednak, jako czterolatek, wiedział już, co to jest dobro, a co zło i wiedział też, co znaczy śmierć. Nie dalej, jak kilka dni wcześniej, podczas jazdy z przedszkola, wyłuszczał Tusiowi sprawy związane z procesem starzenia się ludzi, po czym drżącym głosem oznajmił, że on nie chce umierać. Tuś był mocno w szoku słysząc ten wywód, zapewniał jednak synka, że przed nim jeszcze dużo życia. Musia słysząc tę historię przypomniała sobie, jak synek opowiadał jej o metamorfozie (Druś użył dokładnie tego słowa) kijanki w żabkę i z powagą skonstatował, że „w drugą stronę to nie działa”. Okazało się wtedy, że całą tę wiedzę Synek czerpie z edukacyjnych programów telewizyjnych i uzupełnia ją w przedszkolu dyskutując na te tematy ze swoimi kolegami i koleżankami. Rodzice starali się jak mogli, właściwie ukierunkowywać zdobywaną wiedzę tak, by nie straumatyzować nadmiernie synka faktami o życiu o śmierci.

środa, 28 kwietnia 2010
Śmierć Wielkanocnego Zająca

Wigilia wielkanocna, jak co roku, wypadła w sobotni wieczór. Różne są wierzenia i zwyczaje związane z tym, kiedy ma przyjść Wielkanocny Zając, a ponieważ dzieci były grzeczne, to Bunia Ula wywiodła Drusia i Zosię do kuchni, aby przez okno wypatrywały czy ten wielkouchy, wiosenny odpowiednik Mikołaja nie kręci się już czasem gdzieś po podwórku. W tym czasie Ciocia Alicja i Musia przyniosły do pokoju gościnnego prezenty od rzekomego gryzonia i umieściły je pod stołem. Ostry dzwonek do drzwi miał poinformować Bunię, że zabiegi dezorientacyjne w kuchni czas zakończyć. Zresztą, zarówno Druś jak i Zosia na dźwięk dzwonka błyskawicznie znaleźli się w pokoju, w którym przebywali dorośli.

wtorek, 27 kwietnia 2010
Spotkania trzeciego stopnia z przyrodą

Jak co roku, Druś wraz z rodzicami spędzali Wielkanoc u Dziadzia Mirka i Buni Uli. Jak co roku, spotkali się tam z Wujem Pawłem, Ciocią Alicją oraz Zosią. Po dość sytym obiadku w Wielką Sobotę, Tuś zebrał ekipę, która razem z nim wybrałaby się chętnie na fotograficzne łowy przyrodnicze. W skład grupy eksploracyjnej weszli: Tuś, Wuj Paweł, Druś i Zosia. Wyprawa miała się odbywać pod hasłem poszukiwania „Wielkanocnych Żab”, które coś w tym roku słabo dopisały1.

niedziela, 25 kwietnia 2010
No jak uwazas tatuś…

Dawno, dawno temu, w zamierzchłej młodości Tuś odkrył prawdę dotyczącą prawdziwego przeżywania radości. Stojąc na szczycie Tarnicy pewnego sierpniowego, bardzo wczesnego poranka doznał jednego z większych objawień w swoim życiu. Jego oczy syciły się przecudnej urody widokiem wschodzącego słońca, którego promienie, niczym strzały przebijały mgły podnoszące się z doliny Wołosatego. Wtedy dotarło do Tusia, że pomimo tych cudownych widoków, nie przeżywa radości płynącej z tego w sposób pełny. Zastanawiał się dlaczego i odkrył, że po prostu brakuje tam bliskich jego sercu osób. Bo żadna radość nie jest pełna, jeśli nie dzieli się jej z bliskimi.

sobota, 24 kwietnia 2010
Romantyczny suplement

Zarówno w Romantyku Zimowym, jak i Romantyku Wiosennym poruszona została kwestia kondycji Tusia. Śpieszno donieść, że jednak z tą kondycją nie jest tak źle, a nawet jest dość dobrze. Pewnego razu (Die 23 Aprilis A.D. MMX) , studenci wyciągnęli Tusia na zabawę w paintballa. Podczas 6 tur rozgrywki Tuś poległ trzy razy, a trzy razy wysłał barwnie wroga na wrzosowiska Walhalli. Z niemałą satysfakcją Tuś odnotował też, że oko ma lepsze niż młodzież, bo wykazywał większą skuteczność trafień, przy jednocześnie znacznie mniejszym zużyciu amunicji (podczas, gdy inni uzupełniali swoje magazynki po każdej turze, Tuś uzupełniał go raz na dwie tury). Wracając z pola walki, wyraźnie można było zauważyć, iż oddech Tusia jest spokojniejszy niż oddechy jego towarzyszy broni. Sami studenci zauważyli tę różnicę z podziwem, a kilku z nich zadeklarowało nawet, że rzucą palenie.

czwartek, 22 kwietnia 2010
Romantyk wiosenny

Wiosna w kalendarzu pojawiła się już kilka dni wcześniej, ale dopiero tego dnia, w którym dzieje się niniejsza historia, zrobiło się naprawdę ciepło i przyjemnie. Na tyle przyjemnie, że Tuś postanowił sprawić synkowi niespodziankę i otworzyć sezon rowerkowy. Ponieważ po poprzednim sezonie rowerek domagał się naprawy ogumienia, Tuś zdemontował koło i wsadził je do reklamówki planując wstąpić do sklepu rowerowego w drodze do przedszkola.

poniedziałek, 19 kwietnia 2010
Małe bączki tyranii

Chwała ludzkości za wynalezienie pisma! Gdyby nie mądre księgi, w których mądrzy ludzie opisują doświadczenia innych ludzi, to Tuś i Musia siedzieliby na dnie ciemnej i głębokiej studni rozpaczy zgrzytając zębami, nerwowo obgryzając paznokcie i wyrywając włosy z głowy. W ich pełnych obłędu oczach zaklęte byłyby pytania: „Co zrobiliśmy nie tak?” „Gdzie popełniliśmy błąd?”.

niedziela, 18 kwietnia 2010
Smak nanibowej ryby

Czy wyobraźnia dziecka jest czymś ograniczona?
Dlaczego dorastając, niejednokrotnie bezpowrotnie tracimy ten cudowny, kolorowy świat w naszej głowie?

Te i innych wiele pytań przewinęły się przez tusiną głowę, kiedy obserwował swojego synka łowiącego właśnie ryby z szafki, wyimaginowaną wędką, w wymyślonym stawie. Właściwie, to część wędki była zupełnie realna, bo był to połyskujący, łańcuszek ze złączonych żyłką kuleczek. Łańcuszkiem takim zwyczajowo przymocowuje się metki do ubrań w sklepie. Z kilku takich łańcuszków, Druś zmontował sobie całkiem sporej długości linkę. Jeden jej koniec trzymał w dłoni, drugi zanurzał w uchylonej szafie. Tuś siedział na łóżku Drusia i z nieskrywaną fascynacją obserwował każdy szczegół zachowania synka.

Nagle Druś szarpnął łańcuszkiem i podciągnął do góry jego wolną końcówkę. Tuś przysiągłby, że nic tam nie ma, ale Druś najwyraźniej jednak coś tam widział. Jego twarz wyrażała wielkie zadowolenie ze zdobyczy, a pełen szczęśliwego blasku wzrok zdecydowanie skupiony był na przestrzeni pod dyndającą końcówką łańcuszka. Ba! drusiowe imaginarium było tak wielkie, że synkowi zaczęła cieknąć ślinka na widok apetycznej ryby. Skutkiem tego Tuś również przełknął ślinę.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Blogi,
do których zaglądam: